Nie mam pewności, ale podobno przydarzyło się to samemu Ryszardowi Kapuścińskiemu, który w czasie któregośtam Święta Lotnictwa odbył lot szkolnym myśliwcem, a po wylądowaniu, będąc jeszcze lekko otumanionym został „napadnięty” przez grupę żon lotników pytaniem o wrażenia z lotu. Cośtam odpowiedział, dodając na końcu „…a najfajniej to było jak pan kapitan włączył dopierdalacz”. Ponoć wśród pań zaległa cisza.
W przypadku seodopalacza Jeża była już co prawda burza, ale lot nadal trwa, choć już co niektórzy twierdzą, że przebiega on w mało komfortowych warunkach:
Próbowałem, starałem się i na tym zakończyłem zabawę z tym systemem.
O samym SWL’u rozpisywać się nie muszę, zainteresowani znajdą opis systemu bez problemu, a powielanie cudzych tekstów mi nie służy. Testowałem go na tyle krótko, że powinienem w sumie молч’ать. Po wtóre, ze względów osobistych (na osobną dyskusję) z SWL’i praktycznie nie korzystam. I po trzecie w końcu uważam, że:
to nie jest sranie w banie, tylko praca za którą każdemu należy się wynagrodzenie. Jeśli klient tak oczywistych rzeczy nie rozumie, to ja mu dziękuję za współpracę – bo następną rzeczą którą nie będzie chciał zrozumieć to „termin płatności”. Niestety mam to sprawdzone.
Argumenty które wtedy słyszę sprowadzają się, w największym skrócie, do stwierdzenia: „Pana konkurent robi to za darmo, a płacę dopiero po osiągnięciu top10”. Tyle tylko, że ja wiem, że całe pozycjonowanie jego serwisu przez konkurenta – i nic więcej – to będzie podpięcie jego domeny do któregoś z SWL’i. Nie mówiąc o tym, że jest to najordynarniejsza metoda trzymania klienta na smyczy.
Powyższe nie jest wygłaszaniem pretensji – bo sam nie jestem dziewicą – ale pierwszą konkluzją nt., nie seodopalacza, ale SWL’i w ogóle: to użytkownicy sami rozwalają każdy SWL.
Powszechnie wiadomo, co należy, a czego nie powinno się robić przy stosowaniu SWL’i. Nikt choćby w przybliżeniu się tego nie trzyma. Jeśli 30 firm XYZ, pozycjonujących 30 serwisów każda, plus 1000 Mietków z swoimi hobby-stronami na 20.000 domenach i subdomenach (tylko w SWL Jeża jest oficjalnie blisko 15.000 domen) postawi gówniane precle to czemu tu się dziwić ?
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest, już po wylaniu się zupy, zdziwienie userów SWL’i. Wiedzieli, ale nie wiedzieli, że ryzykowali. Wiedzieli, ale nie wiedzieli, że Google za to karze. Wiedzieli, ale nie wiedzieli, że to miał być lekki dopalacz do pozycjonowania, a nie jądro pozycjonowania. Itd., itp., etc..
Co dalej z SWL’ami ? Były, są i będą. Czy system dopalacza Jeża się sprawdził ? W obecnej formie i formule – wychodzi na to, że nie. Jako pomysł i idea – zdecydowanie tak. I działa, przynajmniej u mnie
eWeblink i Seo.net ale też i Linkorn.pl więc zaznaczyłem jeden dynamiczny i jeden stały. i fajnie, że mam kolejnego seobloga w czytniku
[...] śpi, a świstak siedzi i zawija w sreberka. Widać strona porządnie wypozycjonowana, bez żadnych seoDopalaczy [...]
zabrakło w ankiecie gotlink.pl
Seodopalacz zaczął znów poprawnie funkcjonować. Linki się propagują zaplecze do nich linkuje (sprawdzone) tylko efekty to kwestia dyskusyjna :/
Korzystanie z dopalaczy jest ryzykowne jak to niektorzy sie przekonali – jednak niestety jest tyle dziur w googlu ze aktualnie wciaz masa wygrywa z jakoscia – w szczegolnosci na polskim rynku gdzie o dobre katalogi czy fora tematyczne trudno..