Od zarania dziejów ludzie zbierali się, w największym uproszczeniu, w grupy. Nie czuję się fachowcem i nie wiem co było „pierwsze”, czy wspólne pierdzenie w kącie jaskini, by było cieplej, czy też chęć zdobycia pożywienia, czy w końcu obrona przed inną grupą. Ewoluowało to przez parę lat, powstawały klany, rody, towarzystwa, cykliści, harcerze, kluby, związki, partie i nie wiadomo co tam jeszcze. Krótko mówiąc, jesteśmy jako ludzie bydłem stadnym bo w kupie, za przeproszeniem, raźniej.
Nawet w dobie wszechwładnego internetu. Po pierwszym zachłyśnięciu się pseudoanonimowością, jaką dawała – i do pewnego stopnia nadal daje – możliwość schowania się choćby za nickiem, pączkują jak na drożdżach społeczności internetowe: Diggi, Wykopy, Technorati – nie będę się tu bawił w wyliczankę.
Problem w tym, że ja pamiętam nazwijmy to, platformy społecznościowe, typu PZPR i mam, najdelikatniej rzecz ujmując „jeża” (sorry Jeż’u) do tychże platform. Jakichkolwiek.
Problem drugi, że nie jest szczególnie trudno wyłapać te serwisy budujące wokół siebie “społeczności internetowe” w sposób nie mający nic wspólnego z budową społeczności internetowych. Naklikać posty we własnym serwisie, stworzyć sztuczny ruch i wypromować taki kwiatek społecznościowy – trudno nie jest. Co gorsza, z czasem, taki sztucznie wywindowany serwis zaczyna sobie pozwalać na ocenianie innych z swojej branży.
Mając powyższe na uwadze sądzę, że najbardziej trafnym cytatem opisującym prawidłowy stosunek do wszelkiej maści pseudoekspertów i ich pseudorankingów zamieszczonych na pseudospołecznościowych serwisach jest wypowiedź (ponoć prawdziwa) jednego z naszych bohaterów narodowych, majora Hubala:
Żadnych Grabiców nie znam i nie chcę znać i mam ich w dupie
Żadnego rankingu zamieszczać u siebie nie mam zamiaru – z powodów jak wyżej. Po wtóre wyznaję zasadę, że o wiele bardziej wartościowy jest serwis/blog autorski, prowadzony nawet nieregularnie od serwisu/bloga w pięknym opakowaniu, wydawanego regularnie, ale gdzie nie znajdziecie, tak na prawdę, ani pół własnego zdania od prowadzącego/ych tenże serwis. A z tą “moją” zasadą nie każdy musi się zgadzać. Jak to w życiu bywa, jedni lubią rodzynki, drudzy kozy z nosa.
Enyłej, wygranymi roku 2008, wg mojej skromnej opinii, są autorzy blogów: bynajmniej.pl, pajmon.com, blog.shpyo.net, bluerank.blogspot.com, dymecki.pl, webaudit.pl/blog/, ecommerce.blox.pl oraz fabrykaspamu.pl – kolejność bez znaczenia.
No dobra, ale któren the winner is ? Niewątpliwie jest nim serwis Mariusza Gąsiewskiego www.ittechnology.us
Wszystkim w/w nie gratuluję, ale dziękuję. I oczywiście radzę, w wersji majora Hubala – mieć moją opinię w dupie, a dla preferujących mniej hardcorowe wypowiedzi, radę Pana Młynarskiego: róbcie swoje.
Dzięki. To cieszy, że komuś się moja pisanina podoba