Podobno nie zaczyna się wypowiedzi od „a więc”, „ponieważ”, itp. – stąd też ten wstęp.
A więc dostałem niedawno prztykola w nos od pewnego faceta, którego blog, za przeproszeniem, szczytuję z zainteresowaniem, chociaż ma mendy. Prztykol był poniekąd słuszny, ponieważ mój mało udany wpis sugerował, że usiłuję zdyskredytować nowy blog wordpress.org.pl. na marginesie: są o wiele lepsze blogi niż polska planeta wordpress, a przynajmniej tak to wynika z oceny redaktorów serwisu skupiającego najlepsze blogi w jednym miejscu. Tyle że mnie jakoś jedyny zamieszczony tam wpis: „This user has elected to delete their account and the content is no longer available. Visit WordPress.com to get a blog of your own” nie porwał swoją tematyką, ale szacowna redakcja blogfrog.pl, widać szczytuje tego bloga od paru tygodni z niesłabnącym zainteresowaniem, wystawiając mu najwyższą ocenę. Oczywiście do bloga w wydaniu wordpress.org.pl nic nie mam, życzę mu jak najlepiej, nie mówiąc o tym, że z porad tam zawartych sam korzystam. Tylko kurdesz skąd ta planeta ?
Czy jak my Poloki coś już robimy to musi być wyłącznie duże, gigantyczne, oczywiście wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju ? Nie wiem, może to wpływ Kaczyńskich i partii o dźwięcznie brzmiącej nazwie piss; na marginesie: Wiecie jak wygląda Kaczyński w spodniach Giertycha ? Słyszałem, że w kręgach zbliżonych do rzondu powiadajo, że on wygląda przez rozporek ![]()
Nowi namiestnicy podobno budują kolejną IV już Rzeczpospolitą (przegapiłem jakieś rozbiory, wojnę, zmianę konstytucji, cycóś ?). Czekają nas gigantyczne zmiany, że się tak wyrażę nowa ja-kość; planeta IV RP. Kurde, a tak rolmalnie nie dało by się ?
Gigantomania wpełza we wszystkie dziedziny. Np. onet reklamuje (się) najlepsze blogi 2005, dopisując już mniejszą czcionką „Wybieramy najlepsze blogi onet.pl”. na marginesie: jak dla mnie z powyższego zdania nadal nie wynika, że zgodnie z regulaminem „Uczestnik konkursu musi być użytkownikiem serwisu blog.Onet.pl”. Szkoda, że WP i Interia, nie ogłosiły takiego samego konkursu i nie podały wyników tego samego dnia co onet.
Ostatnio zadzwonił do mojej firmy inny gigantoman oferując usługę swojej firmy (sic!) poprzez „taką reklamę internetową, która się wyświetla w formie linków sponsorowanych”. Pierdyknąłem delikatnego karpia zorientowawszy się, że misio mi wciska AdWords. Ale to pół biedy. Cała bieda ma szerszy kontekst i co gorsza zaczyna stawać się normą. Scenariusz jest następujący:
Agencja interaktywna dzwoni do zakładu fryzjerskiego znajdującego się w Koziej Wólce koło Gzichowa w powiecie Pyry przy ruchliwej drodze o 16tej kolejności odśnieżania. Jeśli fryzjer nie ma strony WWW to oferuje mu się domenę com.pl w cenie 200 PLN, layout za drobne 1.500 PLN, pocięcie i doprowadzenie do HTML,a za kolejne 6 stówek, do tego oczywiście hosting na serwerze dedykowanym z własnym IP, plus pozycjonowanie na słowa wella, loreal i frazy typu tani fryzjer. O płatnych statach stat.pl, kampanii AdWords, cms’ach, brandingu i case studies, agencja interaktywna, przez skromność oczywiście, w czasie pierwszej rozmowy nie wspomina. Załóżmy teraz, że fryzjer miał telefon na głośnomówiącym i żeby błysnąć przed stażystką, młodszą od jego żony o 59 lat, wziął tą ofertę kupił.
I załóżmy również, że jest jakaś skudlona klejentka z 17 zł. do wydania. na marginesie: nie wiem po kiego czorta koncerny kosmetyczne robiły te badania. Wystarczyło wyjść „na bramę”, dowiedzieć się od własnego ochroniarza, że zarabia tysiąc na łapę i zastanowić się, nie dłużej niż 4 sekundy, skąd ten facet ma mieć pieniądze na wodę do codziennej kąpieli ? A nie majaczyć coś o niskiej sprzedaży kosmetyków. Bidula siedzi przed kompem, grzebie w wyszukiwarce i szuka tani fryzjer + wella. Znajduje naszego golibrodę i z przerażeniem konstatuje, że ma do niego siakieś pińcet kilometrów. Tyle tego przerysowanego scenariusza.
Ale problem jest, bo takie oferty na prawdę często, gęsto są składane. Nie oferuje się domen regionalnych, a przecież domeny te (np. www.fryzjer.zabrze.pl) , aż się prosi o wykorzystanie. Wciska się blachę na oczy o koszmarnych transferach i wiekościach baz danych wymuszając zakup super szybkiego serwera wielkości Pałacu Kultury. Opowiada się brednie, o palącej potrzebie zakupu reklamy kontekstowej na słowo klej w sytuacji gdy klient handluje wyłącznie klej epoksydowy, na którym to, tak przy okazji, jest na 3 pozycji pierwszej strony wyników Google. A może tak pomyśleć do czego ten klej służy i czy nie lepiej by reklama wyskakiwała na słowa styropian czy okulary ? Ja oczywiście rozumiem, że moje pojecie gigantomani, zastosowane na potrzeby tego wpisu, jest niczym innym jak językiem reklamy. Zdaję sobie również sprawę, że gigantomania nie jest wyłącznie naszą polską domeną. Tyle tylko, że u nas granica śmieszności i rzetelnośći jest nazbyt często przekraczana.
PS: Jeśli w tekście powyżej w reklamie Google wyświetla się link Blog.onet.pl oraz/lub Blogi onet – to cóś z filtrami Googla w AdSense jest nie teges. Może to ktoś wyjaśnić ?